
Ktoś wysoce sceptyczny, bez serca albo i wszędzie węszący teorie spiskowe, zwłaszcza te, w których główną rolę odgrywają lekarze i wielkie koncerny farmaceutyczne, mógłby powiedzieć, że od jakiegoś czasu co druga celebrytka cierpi – i to głośniej niż inne – o swoich chorobach, z pośród których najbardziej popularną zdaje się być choroba Hashimoto.
Tymczasem, podobnie jak wiele innych chorób czy zaburzeń typu te ze spektrum autyzmu, wzrost liczby osób głośno o nich mówiących jest jedynie pokłosiem wzrostu świadomości wśród ludzi i liczby diagnoz, którym się poddają. Jak dobrze, że tak właśnie jest, a nie odwrotnie – zwłaszcza, że jest to dość specyficzna choroba. Hashimoto utrudnia życie wielu kobietom – muszę one, od momentu diagnozy, ze zdwojonymi wysiłkami dbać o siebie, swoje zdrowie, swoją kondycję, dietę, styl życia, a i tak może to nie gwarantować sukcesu w trzymaniu tej choroby w ryzach. Nieodzowne są również regularne badania i dobrze dobrane lekarstwa, ale czyż nie ma tak każda choroba? Hashimoto nie jest tu wyjątkiem.